Bożena Jawień, Zjazd rodzinny, Zadra, 2(7) 2001

Zrobiliśmy zjazd rodzinny. "Pierwszy w historii Zjazd Rodzinny Rodu Jawieniów Jawień 2001" jak napisał w zaproszeniu Kuzyn Kontynuator, ogarnięty misją scalenia ludzi noszących wspólne nazwisko. Ród jest wyjściowo chłopski, niepiśmienny, spod Bochni, i nigdy nie uzyskałby samoświadomości, gdyby nie Ojciec Kreator, któremu pokolenie wstecz chciało się odtworzyć jego genealogię z łacińskich dokumentów parafialnych.

Była to praca na kilkanaście urlopów tłumaczenia i odpisywania ksiąg, wtedy nie było jeszcze skanera ani nawet xero, i na lata pomiędzy tymi urlopami, żeby odszukać listownie i osobiście krewnych, którzy wyfrunęli z gniazda i przenieśli się daleko. Powstało drzewo genealogiczne sięgające do 1745 roku, w którym to roku pojawił się nasz pra - Jacenty. Miał chyba braci lub kuzynów, bo są linie Jawieniów równie stare nie pochodzące od niego, ale wcześniejsze księgi są niekompletne.

Tu jako lekarza i biologiczną córkę Kreatora dopadła mnie następująca myśl. Skoro już będziemy razem, to może by, kontynuując dzieło, oddać po kilka włosów dla dalszych badań ? genetycznych. Jest stary cmentarz z kośćmi w grobach ziemnych, których drewniane tabliczki dawno się już w proch obróciły. Może by kiedyś, jak badania DNA będą dostępniejsze, doszło się do jeszcze dalszych przodków? Może jakaś bezimienna czaszka nosiła mózg przodka Jacentego, i linie z Nieszkowic i Stradomki odnajdą pokrewieństwo?
Przedyskutowaliśmy tę sprawę i nikomu włos nie został zabrany. Po pierwsze, do porządnych badań trzeba nie włosa, a strzykawki krwi z żyły, w dodatku niezwłocznie dostarczonej do specjalnego laboratorium. Jak to wykonać na 104 biesiadujących nocą osobach? Po drugie, nie chcieliśmy się przekonać, kto z nas jest Jawieniem tylko z nazwiska, ale nie biologicznie. Żył na przykład taki Filip przed 200 laty, którego żony się kompletnie nie znały na antykoncepcji, i który dzięki temu "wyprowadził ożywioną progeniturę" jak pisze Kreator. Z niego większość z nas, a był najstarszym dzieckiem swoich rodziców. A co, jeśli dziedzic zechciał skorzystać z prawa pierwszej nocy, i my wszyscy dziedzicątka? Nic z tego, sprawdziłam, Filip urodził się trzy lata po ślubie, więc przynajmniej z tej strony szlachectwo nam nie grozi. Niemniej, nie obrażając niczyjej mamusi, wycofaliśmy się z pomysłu na dowody biologiczne pokrewieństwa. Spotkaliśmy się w gronie noszących wspólne nazwisko.
Tu, jako tylko Jawieniówną, przenigdy Jawienia, dopadła mnie kolejna myśl. Żebym nie wiem ile dzieci urodziła, na naszym drzewie genealogicznym pozostanę ślepym kółeczkiem jako "córka Józefa" bez ciągu dalszego. Ród kontynuują synowie, a córki i żony trudzą się na chwałę cudzego imienia. Zahaczyłam o to Ojca kiedyś-kiedyś w młodości: przecież, Tato, już od co najmniej wojny są pełne dokumenty również po kądzieli, można by te kółeczka córek ciągnąć dalej. Obruszył się ? ród idzie tylko po mieczu. Nie powiedział: córko, w twoje ręce, kontynuuj po swojemu. Powiedział: wara ci kobieto od Rodu. To ja pytam - czy "ród" nie pochodzi od "rodzenia"? Czy nie stworzyłeś raczej Tato genealogii plemienia Jawieniów, na pamiątkę kolejnych zaplemnień? We wnioskach swojej książki o naszych przodkach piszesz: "(...)w rodzinach, gdzie była ilościowa przewaga dziewcząt nad chłopcami ci ostatni byli jakoś słabowici (...) i wymierali w okresie wczesnego dzieciństwa, natomiast dziewczęta (...) rodziły znaczną ilość dzieci noszących już inne nazwisko. (...) Na świecie wszystko się zmienia, nie ma nic trwałego. Początki wymieralności silnego rodu Jawieniów (...) są dla mnie ewidentne. Wymieralność będzie polegała na tym, że przy końcowych pędach poszczególnych gałęzi zabraknie męskiego potomka".

Tato, nie wymrzemy Ci. Silne dziewczęta wyprowadzą progeniturę, być może o innym nazwisku, ale z Jacentego, Twoimi i swoich matek genami. Przestań tylko nas patrylinearnie wykluczać.


Bożena z domu Jawień,
matka Katarzyny z domu Pankowskiej,
córka Zofii z domu Siobowicz,
wnuczka Stefanii z domu Droździewicz.

napisane: 2001-05-08